Żółkowski posłuchał rady i uwag. Bywał na teatrze francuskim, wpatrywał się i przejął. Na próbach nie tylko grał poprawnie, lecz gdy ma wątpliwości prosi Osińskiego, aby mu słowem i gestem pokazał jak ma grać. Dochodzi do premiery. Osiński ukrywa się za kulisy, aby być swiadkiem spodziewanego triumfu. Publiczność licznie przybyla na swego ulubieńca benefis, wita go oklaskami. Żółkowski, stosownie do wskazań Osińskiego, gra swą rolę wybornie, cudownie, sam nad siebie się wznosi. W lożach podziwienie, na galerii i parterze – cichość, obojtność, nieukontentowanie, widoczna nuda, szemranie, stukanie, zniecierpliwienie i opuszczanie miejsc.
Osiński: Co to jest? Czy nie obraziłeś czym publiczności?
Żółkowski: Obrazilem całą grą i straciłem łaskę i reputację. Ale ja to naprawię w następnych aktach. Pozwól mi grać po mojemu.
Osiński: Graj jak chceszm, byleś utrzymał sztukę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz