sobota, 30 czerwca 2012


Anna Nakwaska:
"ten artysta tylą mnie przyjemnymi chwilami obdarzył, tak wiele miłych wieczorów jego grze przedziwnej winna jestem, ażebym uważała za niewdzięczność pominięcie szczególnego o nim wspomnienia"

Burmistrz oberżysta i oberżysta burmistrz – tłum. A. Zólkowski lub W. Bogusławski
Premiera w Paryżu 21 II 1818. W komedii tej Żółkowski wypowiadał zdanie: "Chciałbym widzieć, żeby jeden burmistrz wisiał na ratuszu". W owym czasie znienawidzony burmistrz /prezydent Warszawy Karol Woyda/ kazał powiesić swój portret w sali ratusza przy placu Teatralnym. Publiczność, a szczególnie akademicy z Godebskim na czele, domagała się powtórzenia tego zdania. /K.Beylin/ Teatr Narodowy s.152

Pan Bajdulski na próbie, czyli okrutni bracia, melodramat z francuskiego tłumaczony
Teatr Narodowy 1821.12.01 – benefis Żółkowskiego
"Żółkowski grający rolę Bajdulskiego ucharekteryzował się na Gerarda Maurycego Witkowskiego literata i krytyka, pisującego pod pseudonimem Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia. Witkowski nie był lubiany, szczególnie przez patriotycznie nastawiony odłam społeczeństwa za swą ugodowość".

Pan Pożyczka , komedia, naśladowana z francuskiego przez Dominika Lisieckiego, Żółkowski w roli tytułowej: "Pan Pożyczka – Żółkowski, którego wywołano, oświadczył, że nie pożycza otrzymanych oklasków, lecz je na łasce publiczności hipotekuje"./KW 1822 nr 54/

piątek, 29 czerwca 2012


Jak do opinii Iksów odnosił się aktor mówi anegdota: Żółkowski wjechał na scenę na koniu, który dług natury wypłacił. Aktor zszedł z niego przykrył kopiec kapeluszem i rzekł: "Nie dodawaj, czego nie masz w roli, bo wiesz, że Iksowie zaraz o tym napiszą".

Iksowie:
"przesadzając w grze swojej do głośnego śmiechu pobudza (...) nie do poprawy (..) Aktor więc grający podobnie osłabia ten skutek moralny, który autor zamierzył sobie i ów cel tak zbawienny, ten cel, który stanowi cała godnosć sztuki dramatycznej, na śmieszną zmienia igraszkę".


Żółkowki ma za sobą 16 letnie doświadczenie pracy scenicznej, uznawany jest za pierwszego aktora komicznego nie tylko teatru warszawskiego ale w Polsce. Ludwik Osiński uznawany za jednego z naczelnych przedstawicieli klasycyzmu warszawskiego, przykładający do wszystkiego miarkę teatru francuskiego ceni Żółkowskiego jednak "Osiński chciał ten znakomity talent na drogę właściwą i przyzwoitą zwrócić i naturę jego z prawidłami klasyczności pogodzić".

środa, 27 czerwca 2012

Żółkowski posłuchał rady i uwag. Bywał na teatrze francuskim, wpatrywał się i przejął. Na próbach  nie tylko grał poprawnie, lecz gdy ma wątpliwości prosi Osińskiego, aby mu słowem i gestem pokazał jak ma grać. Dochodzi do premiery. Osiński ukrywa się za kulisy, aby być swiadkiem spodziewanego triumfu. Publiczność licznie przybyla na swego ulubieńca benefis, wita go oklaskami. Żółkowski, stosownie do wskazań Osińskiego, gra swą rolę wybornie, cudownie, sam nad siebie się wznosi. W lożach podziwienie, na galerii i parterze – cichość, obojtność, nieukontentowanie, widoczna nuda, szemranie, stukanie, zniecierpliwienie i opuszczanie miejsc.
Osiński: Co to jest? Czy nie obraziłeś czym publiczności?
Żółkowski: Obrazilem całą grą i straciłem łaskę i reputację. Ale ja to naprawię w następnych aktach. Pozwól mi grać po mojemu.
Osiński: Graj jak chceszm, byleś utrzymał sztukę.

wtorek, 26 czerwca 2012


Z roku 1810 pochodzi pierwsza surowa ocena gry aktora. Autorem jest Emil Murray, emigrant francuski, nauczyciel: "Pan Żółkowski byłby dobrym aktorem komicznym, gdyby przestał chcieć być bufonem, gdyby raczył sobie przypomnieć, że teatr jest rodzajem liceum, gdzie trzeba się poddać w zupełności sądowi całej publiczności, gdyby pozbył się zabawnej ambicji rozśmieszania tłumu, gdyby nad jego nierozważne oklaski przeniósł poczwałe publiczności z parteru i lóż, gdyby sobie zadał trud nauczenia się swojej roli, gdyby sobie nie zastępował rozsądnych wyrazów grą słów bez sensu, nie mówił żartów, które podobają się tylko dzięki swej śmieszności, kalamburów pozbawionych dowcipu i inwencji, dwuznacznych, zahaczających o rozpustę zwrotów i tych dziecinnych konceptów, które zaczynają tracić swoją wziętość nawet w najgorszych teatrach włoskich. Należałoby jeszcze, aby się odzwyczaił od nieprzyzwojtej bezceremonialności, z jaką traktuje zwykłych widzów, ktorych uważa, bez wątpienia za swoich przyjaciół z karczmy; ażeby okazał mniej swobody w zachowaniu, więcej rezerwy w tonie, więcej przyzwoitości w manierach, a przede wszystkim, aby miał tyle szacunku dla swoich słuchaczów, żeby nie ukazywać się na scenie w stanie nietrzeźwym. Gdyby chciał poprawić się ze swoich błędów, podnieść się na wyższy poziom w swoim zawodzie, pracować z nieco większą gorliwością, jednym słowem, wytężyć wszystkie siły, aby udoskonalić talent, który otrzymał od natury, a którego nadużywa, wówczas przypuszczam, mógłby zasłużyć istotnie na ten uzurpowany rozgłos, jaki posiada w pewnej klasie ludzi, chwalących tylko to, co jest na ich poziomie, a oklaskujących tylko to, co schlebia ich zdeprawowanym gustom".



Z tego co wiadomo Żółkowski nie tylko czerpał wzorów ze znakomitego aktora Świerzawskiego ale także studiował grę popularnego berlińskiego komika Karola Dobbelina, który prawie dwa miesiące przebywał w 1804 roku w Warszawie. "Korzystne jej (gry Dobbelina) ślady uważaliśmy w naszym Żółkowskim".

W 1801 publiczność żąda dla niego benefisu, który przysługiwał tylko wybitnym artystom. Bilety do lóż sprzedane, ówczesnym zwyczajem przez samego beneficjenta, były nadpłacane. Teatr przepełniony. Na następnych dorocznych benefisach wg. E. Szwankowskiego tłok w teatrze był jeszcze większy. Zaś prawdziwym triumfem aktora stał się benefis z stycznia 1803 r. "Nigdy podobno nie było większego nacisku spektakorów na teatrze tutejszym (...) i żaden dotychczas aktor nie był taj hojnie nagradzany".

Do Warszawy wraca Wojciech Boguslawski, który łączy dwa zespoły swój lwowski i Truskolaskiej - warszawski. Zółkowski pod bacznym okiem Bogusławskiego gra postacie różnorodne w tragediach, komediach, farsach, śpiewa nawet w operach, chociaż głos podobno miał przeciętny. Na początku występuje pod pseudonimem Ziółkowski. Wraca do swojego prawdziwego nazwiska w momencie gdy zaczyna być ulubieńcem warszawskiej publiczności.
Żółkowski ma tak mało pieniędzy, że część drogi przebywa pieszo. W 1797 roku w Warszawie działa zespół Agnieszki Truskolaskiej. W tym czasie za udział w Powstaniu  Kościuszkowskim  nic już nie grozi. Nie ma rządu carskiego, w Warszawie rządzą Prusacy. Truskolaska przyjmuje go do zespołu i przez rok uczy techniki gry aktorskiej. Słynęła ona z  dobrej ręki pedagogicznej. Sztuki wystawiane przez nią ze względu na  akcenty patriotyczne w nich zawarte cieszą się dużą popularnością. Im bardziej wzrasta nacisk pruskiej cenzury, tym chciwiej  warszawaska publiczność  chłonie ukryte aluzje polityczne. Rozumiała, że słowo "kraj" oznacza "ojczyzna", a  "pomyślność" -"wolność".

poniedziałek, 25 czerwca 2012


Prawdopodobnie pod wpływem teatru Bogusławskiego rodzi się w nim chęc zostania aktorem. Postanawia więc wyrwać sie spod opieki stryja, porzucić pracę skryby adwokackiego i wstąpić na scenę. We Lwowie nie może tego uczynić. Stryj generał Żółkowki pragnie widzieć go w roli adwokata, właściciela własnej kancelarii. Są to czasy gdy praca aktora, szczególnie dla starszego pokolenia nadal jest zawodem hańbiącym.


Ucieka przed ciężką ręką pryncypała. To prawda. Józef Dzierzkowski byl wybitną osobowoscią: słynnym adwokatem, uczonym, politykiem, postępowym pisarzem, doktorem filozofii Uniwersytetu Lwowskiego, członkiem Towarzystwa Naukowego w Krakowie i Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Warszawie, w przyszłości wicemarszałek Królestwa Galicji i Lodomerii. Obracał się w najwyższych sferach intelektualnych. Przyjaźnił z Niemcewiczem i Stanisławem Kostką Potockim. Jednak jako zwierzchnik był dla Żółkowkiego bardzo surowy. Żółkowki wyśmiewał się z pryncypała, ten bowiem słynął z olbrzymiej tuszy i nadawał się do parodiowania. Jednak wg. Eugeniusza Szwankowskiego to nie było główną przyczyną ucieczki Żłokowkiego. Szukaj dalej.


Warszawa miejsce marzeń wielu młodych, ambitnych i odważnych ludzi zarówno obecnie jak i pod koniec osiemnastego wieku. Dzisiaj proponuję byśmy na chwilę przenieśli się do roku 1797. Wtedy to do Warszawy przybywa dwudziestoletni Alojzy Żółkowski. Dlaczego ucieka ze Lwowa i dlaczego kieruje swoje kroki właśnie do osiemnastowiecznej Warszawy?